25 lipca 1944 r. Akcja „Most nr. 3” – z Polski wyleciał transport z elementami pocisku V-2

Operacja nosiła kryptonim „Wildhorn III” – „Most nr. 3” – przeprowadziła ją załoga z 267 Dywizjonu RAF, której dowódcą był Nowozelandczyk George Culliford, a drugim pilotem i oficerem łącznikowym porucznik Kazimierz Szrajer z 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia. Na pokładzie samolotu Dakota (KG-477 „V”) do kraju przylecieli: kpt. Kazimierz Bilski „Rum”, por. Zdzisław Jeziorański „Zych”, ppr. Leszek Starzyński „Malewa” i mjr Bogusław Wolniak „Mięta”. Przywieziono też pocztę i przesyłki.

Polski korespondent wojenny ogląda resztki rakiety V-2, 1944 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Polski korespondent wojenny ogląda resztki rakiety V-2, 1944
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Tym razem nie zrzucano skoczków – cichociemnych, samolot lądował na lądowisku „Motyl”, położonym pomiędzy wsiami Wał-Ruda, Zabawa i Jadowniki Mokre w pobliżu Tarnowa. Z Polski zabierano do Wielkiej Brytanii części rakiety V-2 odnalezione w okolicach wsi Sarnaki, raport i dokumentację techniczną. Z kraju zabrano także do Brindisi we Włoszech pasażerów – odlecieli: Tomasz Arciszewski „Stanisław”, por. Tadeusz Chciuk „Celt”, por Jerzy Chmielewski „Rafał”, ppor. Czesław Miciński i Józef Rettinger. Powrót nie odbył się bez przeszkód. Grunt był podmokły i maszyna ugrzęzła w błocie. Trzy próby startu nie powiodły się. W końcu postanowiono zabrać pilotów na kwatery, a samolot spalić. Dramatyczną sytuację opisał w swoich wspomnieniach dowódca zabezpieczenia lądowiska kpt. Władysław Kabat ps. Brzechwa. „(…) Chłopcy weszli do samolotu. Wysadzili pasażerów. Wyrzucili spadochrony i ogołocili wnętrze maszyny ze wszystkiego. Sytuacja była niewesoła i naprawdę tragiczna”. Partyzanci zauważyli, że jedno koło minimalnie ruszyło z miejsca. Zdecydowano się na jeszcze jedną próbę. „Przyniesiono też pośpiesznie deski i szczapy z lasu, które podłożono pod koła. Załadowano po raz trzeci „Gości” i pocztę, wrzucono pośpiesznie poplątane spadochrony i sprzęt wyładowany z Dakoty. Pilot ponawia start. Silniki nabierają pełnych obrotów i ryczą potężnie. Dakota drga i rusza z wolna. Nabiera pędu. Robi pętlę i unosi się. Gasną reflektory i maszyna poszybowała w daleką podróż”. Samolot przebywał na lądowisku 65 minut. We Włoszech samolot wylądował o 5.43 nad ranem. Cała akcja, łącznie z pobytem na ziemi w Polsce trwała 10 godzin i 15 minut.

Reklamy

Informacje o golszowka

Koordynator Działań socjalnych Stowarzyszenia Malta Służba Medyczna Oddział w Tarnowie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.